LIGIJA TRJAKINA: MUZYKA JEST JEDYNYM JĘZYKIEM NA ŚWIECIE, KTÓRY NIE WYMAGA TŁUMACZENIA

14.05.2019
Najważniejsze / LIGIJA TRJAKINA: MUZYKA JEST JEDYNYM JĘZYKIEM NA ŚWIECIE, KTÓRY NIE WYMAGA TŁUMACZENIA

Pani Ligia Jonowna Trjakina prowadziła zajęcia w collage’u im. Gnesinych oraz wykładała w Głównej Szkole Muzycznej. Absolwenci pianistyki, których wykształciła, idąc w jej ślady, zdobywają liczne nagrody na międzynarodowych konkursach. Obecnie pani Ligia Trjakina pełni funkcję dyrektora generalnego i kierownika artystycznego Młodzieżowego Koncertowo-Festiwalowego Programu „Szkoła Muz”, zaś jej Festiwal „Młodzieżowa Akademia Sztuki” corocznie gromadzi utalentowanych młodych wykonawców z Rosji i z Polski. Sekretarz prasowy Fundacji „Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia” Anna Czernowa przeprowadziła wywiad z panią Ligią Trjakiną i dowiedziała się o historii festiwalu i jego uczestnikach — z polskiej i rosyjskiej strony. 

Wiem, że Pani biegle włada językiem polskim. Jak rozpoczął się Pani związek z Polską?

Jestem z Wilna, tam się urodziłam, ukończyłam tam konserwatorium. Przyjechałam do Moskwy, aby się uczyć i zostałam tutaj — wyszłam za mąż — to był 77. rok. Mam polskie korzenia, mój tata, nie będąc Polakiem, przez całe życie nauczał w polskim gimnazjum w Wilnie. Ale język, który słyszałam w Wilnie, jest daleki od polskiego. Tak samo jest teraz — przyjeżdżam do Wilna i słyszę mieszankę rosyjskiego, białoruskiego, polskiego — to jest bardzo zabawne.

Ale naprawdę zainteresowałam się polskim językiem, kiedy w telewizji (wtedy jeszcze mieszkałam w Wilnie) zaczęli pokazywać festiwal w Sopocie, festiwal prowadził publicysta i dziennikarz Lucjan Kydryński — tak bardzo lubiłam słyszeć prawdziwy język polski, a nie ten, w którym się wypowiedziałam.

Potem zaczęłam czytać dużo polskiej literatury — w domu były książki po polsku. Następnie, w moskiewskim Konserwatorium im.Czajkowskiego,  pisałam pracę doktorską na temat psychologii muzycznej. W tym czasie w Akademii Warszawskiej szefowej tego kierunku była Pani profesor Maria Mantużewska. W akademii powstał specjalny instytut zajmujący się psychologią muzyczną. Tam zostałam wysłana na staż. W sumie spędziłam półtora roku w Warszawie. No i tak zaczęłam mówić po polsku.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się na festiwalu „Młodzieżowa Akademia Sztuki” w Moskwie. Proszę Pani opowiedzieć o historii festiwalu. Jak się pojawił w życiu Pani? 

Festiwal pojawił się w 1996 roku. Było to poprzedzone takim wydarzeniem — w 1995 r. podczas XIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie dyrektor biura koncertowego zasugerowała, żebym zorganizowała rosyjski wieczór w Małym Teatrze. Delegacje innych krajów — takich jak Japonia, USA — też zorganizowały takie koncerty. W ten wieczór rozmawiałam o rosyjskiej szkole fortepianowej, ponadto odbyły się rozmowy ze Światosławem Belzą, który specjalnie przyjechał na to wydarzenie, z członkami jury konkursu — naszymi wielkimi pianistami Wiktorem Merżanowem i Bellą Dawidowicz.

Na tym koncercie zagrali rosyjscy uczestnicy konkursu, którzy do tego czasu przeszli do trzeciej rundy, wśród nich byli Rem Urasin (później jeden z najlepszych interpretatorów muzyki Chopina we współczesnej Rosji) i Aleksiej Sułtanow (genialny pianista, który niestety nie żyje).

Wieczór był udany i zaproponowano mi, abym pomyślała o corocznym wspólnym wydarzeniu. W tym momencie opuściłam Główną Szkołę Muzyczną i pracowałam już jako kierownik wydziału fortepianu w Państwowym Muzeum Sztuki Muzycznej im. M.Glinki.

To był trudny czas, wielu nauczycieli wyjechało na Zachód, a rodzice uczniów przynieśli ich do mojego muzeum. To oni skłonili mnie do stworzenia własnego programu w muzeum i zaangażowania się w działalność festiwalową.

Po raz pierwszy festiwal odbył się w Warszawie?

Tak, odbył się w 1996 r. przy wsparciu Warszawskiego Biura Koncertowego, Ministerstwa Kultury Polski i urządu stolicy Polski, która w tym roku obchodziła swoją rocznicę, ambasady rosyjskiej w Polsce (wówczas ambasadorem był legendarny Jurij Borysowicz Kaszlew), Fundacji Kultury Rosji — na koncercie finałowym był obecny prezes Fundacji — Nikita Michałkow.

W następnym, 1997 roku, w 850. rocznicę Moskwy, odbył się kolejny festiwal — przy wsparciu urządu miasta stołecznego Moskwy i Ministerstwa Kultury Rosji. Więc wtedy wszystko się zaczęło.

Byliśmy zaangażowani nie tylko w międzynarodowe festiwale, prowadziliśmy warsztaty za granicą, a także dla nauczycieli  szkół muzycznych na uniwersytetach w Rosji — w Moskwie, Petersburgu, Nowosybirsku. Zawsze były wspólne festiwale z Polską, ale często uczestniczyli w nich i inne kraje — Niemcy, Austria, Japonia, Ukraina, Litwa, Gruzja, Armenia, Białoruś. Koncertowaliśmy w Tunezji, Niemczech, Austrii, Finlandii, na Litwie, we Włoszech i innych krajach, ale co roku odwiedzaliśmy Polskę. Od tego czasu tradycją jest organizowanie corocznego koncertu w ambasadzie FR w Warszawie.

Uczestnicy festiwalu — kim oni są? Jak trafiają do Pani?

Po stronie rosyjskiej są to uczestnicy mojego programu ”Szkoła muz” i studenci 

Сollege’u Sztuki Muzycznej i Teatralnej im. Wiszniewskiej.

Początkowo festiwal był tylko muzyczny. Stopniowo do muzyków dodawano młodych artystów. W Polsce działa  specjalna komisja, która wybiera najlepszych studentów-artystów, przyjeżdżają do nas i razem z naszymi studentami podróżują po miastach Złotego Pierścienia Rosji w ramach rosyjsko-polskiego Dialogu Młodych Artystów, zapoznają się z zabytkami Moskwy, malują obrazy.

Są plenerowe, wspólne dyskusje, lekcje, po których nasi młodzi ludzie odwiedzają Polskę. Jest to więc nie tylko dialog między muzykami, ale także artystami — wystawa polskich i rosyjskich młodych artystów jest warunkiem koniecznym podczas festiwalu Młodzieżowej Akademii Sztuki po ich twórczych spotkaniach.

Czego się od siebie uczą? Czy Polacy i Rosjanie tak samo czują muzykę?

Nie chodzi o to, jak czują muzykę, ale o to, jak uczą się tej muzyki. Wszystko zależy od szkoły, a nasza szkoła wciąż jest najlepsza. Polska, podobnie jak Rosja, zachowuje pozycję jednego z centrów kulturalnych w skali globalnej. Jest to bardzo rozwinięta kultura, sztuka. Jednak czasami nawet dla nich to, co mówimy, jest objawieniem. 

Jeśli mówimy o artystach, nasz kierunek jest bardziej akademicki, a w Polsce dominuje nowoczesna sztuka dekoracyjna i użytkowa. Na przykład grafika komputerowa, plakat. Jest wiele do nauczenia się od siebie nawzajem. 

Pierwsi muzycy nie opuścili programu festiwalu, więc musieliśmy zmienić nazwę „Międzynarodowy program charytatywny dla dzieci”, ponieważ jest to zabawne, gdy na scenę wchodzą dojrzali muzycy, którzy uczestniczyli w pierwszych festiwalach.

Teraz są moimi asystentami i doradcami. Jak tylko rozpocznie się festiwal, następna dyskusja jest już w toku … Na przykład następnego dnia po otwarciu majowego festiwalu z Remem Urasinem poszliśmy do metra, zaczęliśmy dyskutować o następnym festiwalu i wymyśliliśmy, moim zdaniem, genialne zakończenie koncertu otwarcia.

Czy otworzy Pani zasłonę tajemnicy?

Nigdy! Jest takie powiedzenie — jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, podziel się z nim swoimi planami. Niech to będzie niespodzianka.

W jakim języku rozmawiają ze sobą uczestnicy?

W języku muzyki. Muzyka jest jedynym językiem na świecie, który nie wymaga tłumaczenia. W rzeczywistości są naprawdę świetni w komunikacji ze sobą, głównie oczywiście w języku angielskim. Wybraliśmy formę festiwalu nie przez przypadek — nie ma niezdrowej konkurencji, która jest generowana przez wydarzenia konkurencyjne, w których każdy patrzy na siebie jak wilk, a w duszy chce czegoś nie tak dobrego. Absolutnie wszyscy po festiwalu zostawiają ze łzami w oczach — i muzycy i artyści, a nawet ich nauczycieli. Pierwsi uczestnicy są nadal przyjaciółmi.

A jak by Pani opisała obecną rosyjsko-polską współpracę kulturalną?

Osobiście współpracuję bardzo aktywnie, choć nie tak intensywnie jak wcześniej. Zgodnie z moimi osobistymi odczuciami nie jest to przerywane. Ale muszę powiedzieć, że jeden z festiwali w Warszawie nie miał miejsca. Zgodziliśmy się już z Warszawską Szkołą Talentów, chcieliśmy, aby ten festiwal opierał się właśnie na wspólnym tworzeniu muzyki — duetach, triach, kwartetach młodych rosyjskich i polskich muzyków. Przygotowywaliśmy program, żeby przedstawić go w kwietniu 2014 roku. Ale miesiąc przed festiwalem dyrektor szkoły wysłał mi list o tym, że oni są zmuszeni przestać przygotowywać się do festiwalu i powinien zostać odroczony. Więc nie miał miejsca.

Był też przypadek, gdy młodzi ludzie z Warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina skarżyli się, że były rektor nie pozwolił im udać się na festiwal w Moskwie. Potem przyszli do rektora i opowiedzieli, jakie korzyści przynoszą te festiwale, ale to nie pomogło. Niemniej jednak, gdy zmieniło się przywództwo, uczniowie tej uczelni przybyli na imprezy festiwalowe. 

Jeszcze tydzień temu otrzymałam list od nieznanego ucznia, który chce przyjechać na festiwal i mówi, że ma przyjaciół, którzy również chcieliby wziąć udział. Polityka jest bardzo zmienna — dziś jest tak, jutro jest inaczej. Na szczęście kreatywni młodzi ludzie nie są od niej zależni.