W PRZECIWIEŃSTWIE DO KOSOWA, KRYM NIE WYMAGA ŻADNEGO UZNANIA MIĘDZYNARODOWEGO

17.02.2017 1665 : Jarosław Augustyniak : Sputnik Polska ‏17.02.2017
Odwiedziłem Krym. Trump ma kłopot

Znów o Krymie mówią ci, którzy nigdy na Krymie nie byli. Nic, albo niewiele wiedzą o jego historii; nie mają pojęcia o tym, czego pragną i co myślą jego mieszkańcy.

Za sprawą wypowiedzi Donalda Trumpa, który stwierdził, że Rosja musi oddać Krym Ukrainie, sprawa referendum, w którym Krymczanie w 98% opowiedzieli się za powrotem ich Półwyspu do Rosji, znów wróciła na pierwsze strony, a ich wola znów jest podważana.

Znów o Krymie mówią ci, którzy nigdy na Krymie nie byli. Nic, albo niewiele wiedzą o jego historii; nie mają pojęcia o tym, czego pragną i co myślą jego mieszkańcy. Ja byłem w ubiegłym roku, widziałem jak Krym się pozytywnie zmienił, spotykałem się tam z ludźmi, rozmawiałem z nimi i nie spotkałem nikogo, kto po roku od referendum zmieniłby swoje zdanie i chciał ponownego przyłączenia do Ukrainy. Ale kogo to obchodzi?

Nie ukrywają swej radości też polskie władze, które z wypowiedzi Trumpa wywodzą, że w swej wyborczej kampanii, choć mówił o chęci normalizacji stosunków z Rosją, to tylko tak sobie żartował? A Ameryka wróci na tory konfrontacji z Rosją, którą kroczyła administracja Obamy? My zaś ku uciesze Macierewicza nadal mamy szansę stać się polem bitwy!

Trump ma kłopoty. Opozycję ma też wśród Republikanów, z których ramienia startował w ubiegłorocznych wyborach. Jak stwierdził w TVP Info ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Wojciech Szewko, Republikanom nie wystarcza już nawet taka deklaracja co do Krymu. Bojąc się, że z tym Krymem to tylko taka retoryka, cały czas oskarżanego o konszachty z Moskwą prezydenta, do którego impeachmentu nadal dąży przegrany obóz Hillary Clinton (właśnie wróciła sprawa kontaktów jego szefa kampanii wyborczej z ambasadorem Rosji. A jak można rozmawiać z ambasadorem Rosji?! Do nie go się strzela?!).

Chcąc zapobiec zapowiadanym w kampanii prezydenckiej zmianom, resetowi, normalizacji i odejściu od polityki sankcji, Republikanie forsują w Kongresie wpisanie antyrosyjskich sankcji do specjalnej ustawy, by Trump nie mógł ich obejść. A może jeszcze do Konstytucji USA? Senator Mc Cain już pewnie to rozważa.

Odpowiedź Rosji na słowa Trumpa była natychmiastowa. Zarówno rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa jak i rzecznik prasowy Prezydenta Putina Dmitrij Pieskow oznajmili, że Rosja swoich terytoriów nie odda, a kwestia jej terytorialnej integralności nie może być przedmiotem jakichkolwiek rozmów z zewnętrznymi podmiotami.

Pozostawiając na boku motywy Trumpa i nie bawiąc się w zgadywanie ile jest w tym rzeczywistej jego woli, a ile wewnętrznej politycznej walki, jaka nadal się toczy w USA, nikt nadal nie interesuje się wolą samych mieszkańców Krymu, którzy jasno ją wyrazili w referendum.

Prawo międzynarodowe nie zawiera zakazu ogłoszenia deklaracji niepodległości  tak uzasadnił Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze wyrok w sprawie niepodległego Kosowa.

W przeciwieństwie do Kosowa, Krym, który po referendum wszedł w skład Federacji Rosyjskiej, nie potrzebuje żadnego uznania międzynarodowego. Uznanym podmiotem prawa międzynarodowego jest przecież Rosja. Jednak, to co do uznania niepodległości Kosowa, które dziś jest amerykańskim lotniskowcem na Bałkanach, siedzibą największej bazy lotniczej USA, Ameryka nie miała żadnych wątpliwości.

I to mimo to, że w przeciwieństwie do Krymu w Kosowie nie odbyło się żadne referendum, a deklarację niepodległości ogłosiły jego władze, nie mając do tego uprawnień i nikogo z mieszkańców Kosowa o zdanie nie pytając.

Rząd Polski był jednym z pierwszych, który poszedł w ślady amerykańskiej administracji i mimo protestów Serbii, od której oderwano to terytorium, a czego sama Serbia nie uznała, uznał istnienie tego państwa. Hipokryzja? Nie, po prostu polska" polityka bezwarunkowego poparcia dla amerykańskich interesów.

Powiedzmy to sobie jasno i stanowczo. Przeprowadzone wiosną 2015 roku krymskie referendum spełniło wszelkie wymogi prawa międzynarodowego, a także prawa Ukrainy.

Już w obliczu rozpadu ZSRR i groźby pozostania w granicach przyszłej niepodległej Ukrainy w 1991 roku Krymczanie domagali się referendum, w którym chcieli zdecydować o swojej przyszłości. 93% głosujących opowiedziała się wtedy za autonomią i powstaniem Republiki Krymu. Kijów się wystraszył. Ostatecznie osiągnięto kompromis  Krym zrezygnował z niepodległości, a władze niepodległej Ukrainy zgodziły się na status republiki autonomicznej. Sewastopol, niegdyś stanowiący część Obwodu Krymskiego został dodatkowym miastem wydzielonym jako siedziba rosyjskiej Floty Czarnomorskiej.

Na ironię zakrawa fakt, że swoje prawa do Krymu, antykomunistyczna, plująca dziś na swoją radziecką przeszłość Ukraina, wywodzi od decyzji komunisty Nikity Chruszczowa, który w 1954 roku łamiąc Konstytucję ZSRR przyłączył go do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Żadnych innych praw Ukraina do Krymu nie ma i nigdy nie miała. A to jest co najmniej wątpliwe.

Konstytucja Ukrainy w artykule 135 punkt 2 jednoznacznie stwierdzała, że autonomiczna Republika Krymu ma prawo do przeprowadzania samodzielnych referendów. Odpowiednio, również w konstytucji Autonomicznej Republiki Krymu był zapis o prawie do przeprowadzenia referendum.

A więc referendum ogłoszone przez lokalny parlament, dysponujący takimi uprawnieniami, według konstytucji Ukrainy, w którym bierze udział co najmniej 50% uprawnionych do głosowania  jest ważne!
Nawet sprzeczność w prawie międzynarodowym optującym zarówno za zasadą zachowania integralności państwa w jego granicach, jak i prawem mniejszości do samookreślenia aż do oderwania się od danego państwa włącznie  w sytuacji zagrożenia tej mniejszości represjami bądź fizycznym wyniszczeniem  rozstrzygana jest na rzecz prawa danej mniejszości do samookreślenia się. Wszyscy dobrze wiemy, że gdyby nie w dość dużym pośpiechu przeprowadzone referendum, to zamiast zielonych ludzików" na Krymie pierwsi pojawiliby się bojówkarze Prawego Sektora i zrobili tam rzeź, podobną do tej jaką zrobili w Odessie. Gdyby nie uprzedzający ruch mieszkańców Krymu  dziś jego miasta wyglądałyby tak jak Ługańsk czy Donieck.

Ale znów zapytam  kogo z tych, którzy dziś tak stają w obronie wątpliwych praw Ukrainy do Krymu, obchodzą jego mieszkańcy? Za zbrodnie w Odessie do dziś nikt nie odpowiedział.

Gdyby amerykański prezydent przejmował się losem i zdaniem Krymczan, przynajmniej by o nich wspomniał. Mógłby zaproponować choćby powtórzenie tego referendum, tym razem z udziałem międzynarodowych obserwatorów. Nie, tego nie zrobi. Nie zaproponuje tego też polski rząd, bo wszyscy oni wiedzą jaki byłby wynik referendum w miejscu, w którym zdecydowaną większość stanowią Rosjanie, a ukraińskiego języka używa jedynie 5% ludzi.

W historii Krymu są też czarne karty. Przez z górą dwa wieki walka Rosji o panowanie na Krymie była zarazem walką o jej mocarstwową pozycję w świecie. Każda toczona tu wojna kończyła się wysiedleniami Tatarów. Po kampanii krymskiej w połowie XIX wieku, czterokrotnie ich stamtąd rugowano. Ale dopiero po wyzwoleniu Krymu spod hitlerowskiej okupacji w maju 1944 roku, Stalin zrealizował plan o całkowitym pozbyciu się z Krymu Tatarów. Deportowano wtedy 200 000 ludzi. Blisko połowa z nich zginęła w czasie tych represji. W latach 50-tych potępiono zbrodnie Stalina wobec Tatarów, ale nadal nie pozwalano im na powrót. Zaczęli wracać dopiero w latach 80-tych. Nadal nie mogli liczyć jednak na zwrot utraconego wtedy mienia.  W sytuacji Tatarów niewiele się zmieniło po upadku ZSRR. Ukraina również nie zwróciła im ich siedzib i nie stać ją było również na wypłatę odszkodowań szacowanych na 40 mld dolarów. Tatarzy przez 20 lat błagali Kijów o zwrot swoich domów i ziemi, które utracili w maju 1944 r.

Ale dopiero przed referendum w 2015 roku, to Putin zapowiedział, że w wypadku akcesji do Federacji Rosyjskiej  Tatarzy, którzy przyjmą obywatelstwo FR odzyskają prawo do swej dawnej własności. Stąd właśnie takie tłumy Tatarów stanęły w kolejce po paszporty   i to jeszcze przed referendum!

W ubiegłym roku Putin dotrzymał obietnicy. Już ponad 3500 krymskich Tatarów otrzymało darmowe działki pod zabudowę.

Dziś Tatarzy (stanowią 10-12% mieszkańców Krymu) są wykorzystywani przez Zachód całkowicie instrumentalnie.

Stają się języczkiem uwagi wtedy, gdy trzeba przyłożyć Rosji. Ale czy ktoś z tych ludzi, którzy ronią krokodyle łzy nad ich losem rozmawiał z nimi? Pytał ich jak było im za Ukrainy, a jak żyje im się w Rosyjskiej Federacji?

Ja rozmawiałem.
Tatarzy są zadowoleni ze zmiany, dostają ziemię, państwo łoży pieniądze na restaurację zabytków ich kultury, w centrum Symferopola Rosja buduje im wielki meczet.

Na pewno są i tacy co nie są zadowoleni z tej zmiany, ale to raczej lokalni watażkowie, oligarchowie mniejszego formatu, których interesy powiązane są z Kijowem. Badania ex post postaw wyborczych wykazały, że krymscy Tatarzy w co najmniej 63% wzięli udział w referendum  często jadąc głosować do innych miejscowości, bo bali się terroru agentów Kijowa i swoich własnych mafiozów, znakomicie dogadanych dotąd z Kijowem. Magazyn Forbes", na podstawie niemieckich badań opinii mieszkańców Krymu, twierdził, że nawet USA będą musiały uznać przystąpienie Krymu do Rosji, bo nawet wśród krymskich Tatarów zaledwie 4%  a więc tylko pół procenta mieszkańców Krymu  kwestionuje powrót Krymu do Rosji.

Warto wspomnieć, że w XVIII wieku Imperium Rosyjskie odebrało Krym nie tamtejszym Tatarom, lecz Imperium Osmańskiemu, czyli Turcji. Stąd też w miarę racjonalnie brzmiałoby żądanie zwrotu Krymu właśnie Turcji, gdyby nie fakt, że ta niegdysiejsza Turcja również zdobyła Krym nie drogą referendum, lecz podboju. Oczywiście, można wyłączyć Turcję, powołując się na prawo narodów do samostanowienia, wówczas jednak wypadnie przyznać, że beneficjentem tego prawa są też krymscy Rosjanie. Bo są!

Trump dziś mówi  oddajcie Krym Ukrainie. Ale czemu Rosja ma oddawać Krym? Krym jest rosyjski od 1783 r., a więc dłużej niż terytorium USA, skradzione Meksykowi 2 lutego 1848 r. w Gwadelupie. USA zmusiły tam Meksyk do podpisania "traktatu pokojowego" kończącego najazd USA i wojnę z Meksykiem, gdy ten odmówił "dobrowolnej" sprzedaży swoich północnych ziem.

Wówczas USA zrabowały Meksykowi obszary o powierzchni 1,5 mln km2 (dzisiejsze stany Arizona, Nowy Meksyk, Kalifornia, Nevada, Utah, częściowo też Colorado, Kansas, Oklahoma i Wyoming), co stanowiło 51 proc. terytorium ówczesnego Meksyku! Może to Ameryka ma coś do oddania w czego posiadanie weszła zupełnie bezprawnie?

Czy USA powinny zwrócić te ziemie Meksykowi? Sprawiłoby to pewien problem Trumpowi. Swój mur na granicy z Meksykiem musiałby wybudować w połowie dzisiejszego obszaru Stanów Zjednoczonych.

A Alaska? Co to znaczy, że Rosja Alaskę sprzedała? Można tak ludzi kupować z ich ziemią i dobytkiem? Gdzie te słynne wartości" demokratycznego Zachodu? Wolność, demokracja, prawa człowieka? Rosja nic nikomu nie sprzedawała, bo sprzedać to można kartofle na bazarze, a nie państwo! Alaskę sprzedała bezprawnie caryca Katarzyna, jakby to była jej prywatna ziemia. Oddawajcie więc Alaskę Rosjanom! A resztę oddajcie Indianom, na których holokauście zbudowaliście swe imperium!

Idąc dalej pół żartem pół serio w te niebezpieczne rozważania, zastanówmy się, czy może my Polacy nie powinniśmy oddać Śląska, Pomorza Zachodniego i Mazur Niemcom? Przecież tam też nie było nawet referendum. Wysiedliliśmy mieszkających tam Niemców, bo o takiej zmianie granic postanowiono w krymskiej Jałcie. Niemców, w przeciwieństwie do mieszkańców Krymu, nikt o zdanie też nie pytał.

Pamiętajmy o tym wszystkim myśląc o Krymie, a przede wszystkim o prawie jego mieszkańców do tego, by własne życie układać wedle własnego uznania. Też chyba nie chcemy, by nam to życie ktoś układał?

Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Krym  Warszawa

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem fundacji.

Link