ANASTAZJA KAMIEŃSKA: ROSJANIE DZIWIĄ SIĘ, JAK WIELE WSPÓŁCZESNEGO WYMYŚLONO W POLSCE

15.07.2021
Najważniejsze / ANASTAZJA KAMIEŃSKA: ROSJANIE DZIWIĄ SIĘ, JAK WIELE WSPÓŁCZESNEGO WYMYŚLONO W POLSCE

Anastazja Kamieńska to specjalistka ds. sztuki współczesnej, kulturolog i kurator polsko-rosyjskich wystaw. O sztuce współczesnej, nowych prądach i wspólnych punktach z rosyjskimi artystami opowiedziała w wywiadzie Annie Czernowej, rzeczniczce prasowej Fundacji „Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia”.

Pani Anastazjo, jest Pani organizatorem wystawy „Człowiek w przekładzie” w Moskwie [która odbywa się przy wsparciu Rospolcentrum – przyp. red.], w której wzięli udział polscy i rosyjscy artyści. Wiem, że pomysł na ten projekt należy do Pani. Proszę o tym opowiedzieć.

Ja już wcześniej współpracowałam z galerią „Izmajłowo” jako kurator i pani dyrektor zaproponowała mi stworzyć jeszcze jakiś projekt. Stali bywalcy galerii lubią projekty międzynarodowe, związane z różnymi kulturami, dobrze oceniają nie tylko sztukę wizualną, ale także to, co związane jest z literaturą i kinematografią. W 2019 roku wpadłam na pomysł „wolnych ilustracji” artystów do wierszy w języku polskim i rosyjskim. Z tego projektu stworzyliśmy wystawę, ale zaczął się pandemiczny rok 2020, który zmienił nasze plany, lecz skoro jest już pomysł, to trzeba go wcielić w życie.

Pani także sama pisze wiersze po polsku i rosyjsku. Do celów wystawy też napisała je Pani sama?

Tak, aby nie było problemów z prawami autorskimi, do celów wystawy wzięłam swoje wiersze napisane po polsku i wiersze mojej znajomej – po rosyjsku. Mam polskie pochodzenie, ale polskiego zaczęłam uczyć się dopiero na uniwersytecie. Potem studiowałam literaturę polską XX w. w Krakowie. Kiedy zanurzasz się w nauce języka, to chcesz pisać w nim teksty i tak zaczęłam pisać wiersze po polsku.

Mieszkam w Twerze, gdzie każdej wiosny odbywa się festiwal „Dni piśmiennictwa słowiańskiego”, na który przyjeżdżają m. in. Polacy. Kilka lat temu przyjechał do nas Miłosz Manasterski, przewodniczący polskiego „Związku Pisarzy Katolickich”. On zobaczył moje teksty po polsku i zaproponował mi członkostwo w tym związku. I w ten sposób jestem teraz w polskim związku pisarzy jako autor piszący po polsku, pomimo że jestem z Rosji.

O czym są wiersze, które parafrazowali autorzy „Człowieka w przekładzie”?

Moje wiersze są charakterystyczne dla literatury polskiej: o ranach historycznych, które nie zagoiły się do końca, o parafrazowaniu motywów religijnych. Rosyjskie wiersze na wystawie są klasycznie rosyjskie: o małym człowieku i jego losie. Tym sposobem „tłumaczyliśmy się wzajemnie”. Następnie szukałam artystów, którzy zrobili instalacje, rzeźby, fotografie, wideoarty.

Zauważyłam, że wiele pracy na wystawie zrobiono w formie cyfrowej.

Kiedy zaczynaliśmy, rozumiałam, że najprawdopodobniej będzie to w ramach „Wisły” [festiwal polskiego kina w Rosji – przyp. red.] i chciałam semantycznie dostosować wystawę do festiwalu, dlatego pożądanymi formami były animacje i wideoarty. Jedna z sal została przygotowana pod pokazy filmowe, ponieważ takich prac jest ponad 40. Jak się później okazało, była to dobra decyzja, ponieważ pojawił się wirus i zamknięto granice, a przywiezienie tutaj prac polskich artystów, którzy tworzą na tabletach graficznych, to żaden problem. Co prawda, są też „żywe” prace, na przykład kilku artystów-plakacistów.

Czy plakat to dość popularna forma sztuki współczesnej w Polsce?

Nie tyle współczesnej, co tradycyjnej. Interesującym momentem jest polska szkoła plakatu. Dla wielu polskich artystów plakat to forma wyrażenia siebie. W Rosji plakat kojarzy się z czymś pokroju propagandy lub rozkazów „nie śmiecić”, a u nich to forma wyrażenia własnych emocji. Plakat to chyba jedyne, co od razu wyróżnia polskich artystów na naszej wystawie. W pozostałych elementach nie da się stwierdzić, czy jest ktoś mniej lub bardziej dosłowny czy przenośny.

Wiem, że wystawa jest swego rodzaju questem, w którym widzowie muszą dopasować wiersze do prac artystów.

Tak, element gry zadziałał – odwiedzający zanurzyli się w atmosferze wystawy i w same teksty. W ogóle, zawsze ważnym jest szukanie właśnie takich momentów, którymi można zainteresować Polaka Rosją, a Rosjanina – Polską.

Na przykład jeden uczestniczący w wystawie rzeźbiarz, Siergiej Gapanowicz, zobaczył inne prace i stwierdził, że nagle zrozumiał, że Polacy mają są te same problemy, co Rosjanie i ludzie też są ci sami. Jeszcze jeden przykład: kiedy organizowałam kilka lat temu w Twerze „Wisłę”, to mieliśmy duży program wykładów o polskiej kulturze. Rosyjscy słuchacze zdziwili się, jak bardzo bogata jest polska kultura współczesna. Ludzie po wykładach często podchodzili i mówili: „A to ciekawe, okazuje się, że wiele z tego, co uważamy za fajne i współczesne, wymyślono w Polsce”. Weźmy na przykład polskiego artystę Zdzisława Beksińskiego. Gdyby nie on, nie byłoby nawet pejzaży, które widzimy w grach komputerowych, a dokładniej, w światach gier. Wiele osób na nich wyrosło, ale nie wie, że te obrazy stworzył Polak, i to w latach 70-tych, kiedy nie było komputerów.

Jeszcze jeden przykład: Zbigniew Rybczyński, zdobywca Oscara za film animowany „Tango”. On wymyślił greenscreen – zielone tło, na którym nagrywa się aktorów w filmie, a potem podkłada się inne tło.

Mało kto w Rosji wie, że to wymyślili Polacy. Wiele podobnych luk jest i w Polsce w kontekście Rosji – niektórym wydaje się, że rosyjska sztuka to tylko klasyka lub socrealizm, a przecież jest jeszcze wiele rzeczy alternatywnych, półnaukowych i półartystycznych. Na przykład akcje artystyczne, science art., public art., landart – czego to nie ma w NikoleLeniwcu [wioska, w której znajduje się największy art-park w Europie – przyp. tłum.]. To są te „punkty zainteresowań”.

Co łączy sztukę współczesną Polski i Rosji?

Zorientowanie społeczne – to najważniejsze. Dla Polski przytoczę przykład Artura Żmijewskiego i jego film „Na spacer” o tym, jak ludzie z różnymi problemami zdrowotnymi zbierają się na spacer, a także inne jego prace, albo Pawła Althamera. On na przykład ma grupę ludzi ze stwardnieniem rozsianym, którzy zajmują się sztuką. Polacy pomiędzy dziełami sztuki a życiem społecznym mają cienką granicę. Rosyjska sztuka współczesna także jest zorientowana na to, co dzieje się w społeczeństwie. Być może w jakimś aspekcie jest ona bardziej upolityczniona. Polacy są za to bardzo swobodni w ekspresji twórczej.

A u nas tak nie jest?

Wydaje mi się, że nie. Polacy bardziej swobodnie podchodzą do sztuki i swoich celów. My bardziej zastanawiamy się, a co będzie, jeśli to zrobię, albo nie zrobię. Polacy są bardziej swobodni w łączeniu razem dwóch myśli. Możliwe, że to narodowa mentalność lub wpływ historii na narodowy charakter. Tak było zawsze. Na przykład to, jak pracowali po II wojnie światowej rzeźbiarka Katarzyna Kobro oraz Władysław Strzemliński, o którym Andrzej Wajda nakręcił film „Powidoki”. U nas nawet blisko do tego nie było. Nie znaczy to, że to jest dobre, a to jest źle. Po prostu Polacy mają inny sposób myślenia o świecie.

Na przykład, kiedy moi znajomi poszli do muzeum sztuki współczesnej we Wrocławiu, oni na początku niczego nie zrozumieli i stopniowo zaczęli wnikać, a kiedy zobaczyli prace Magdaleny Abakanowicz, która tworzy rzeźby pokazujące powtarzające się kontury ciała człowieka, byli pod ogromnym wrażeniem: „Mu niczego nie zrozumieliśmy, ale to jest tak piękne”.

Na jednym ze swoich wykładów mówiła Pani, że w Polsce ludzie są bardzo wrażliwi na eko-sztukę.

Podoba mi się, jak eko-sztuka w Polsce jest zorientowana na to, żeby uczynić życie lepszym. Na przykład Jarosław Kozakiewicz w projekcie „Wieża tlenowa”, w którym miejsca na spacery nad autostradą, ze spiralnymi ścieżkami i terenami zielonymi z daleka przypominają płuca człowieka.

Interesujące są „budki dla ptaków”. Polacy zaczęli wieszać je na ścianach starych domów po tym, jak na jednym ze starych budynków pojawiła się praca portugalskiego grafika Artura Bordalo. On stworzył mural przedstawiające ptaka ze starych zderzaków, misek, wiader i metalu. Jego prace poświęcone są zagrożonym gatunkom zwierząt, w ten posób on zwraca uwaga społeczeństwa na te problemy. W Polsce stworzył on ptaka, ponieważ szczeliny w starych domach w trakcie remontów są zaklejane, i ptaki nie mają gdzie mieszkać. Polacy bardzo gorąco odpowiedzieli na tą ekologiczną ekspresję artysty, ponieważ oto na ścianach domów pojawiły się budki dla ptaków.

W Polsce eko-sztuka będzie stawać coraz bardziej popularna. Pozostaną oczywiście ważne problemy społeczne czy historyczne, nad którymi swoje refleksje wyraża na przykład artysta Mirosław Bałka, ale dojdzie do zwrotu w kierunku ekspresji ekologicznej. Nie wolno zapomnieć, że na przykład nagrodę Nobla otrzymała polska pisarka Olga Tokarczuk, a w jej twórczości tematyka ekologii jest bardzo silna.

Zbliża się festiwal „Wisła”, w którym uczestniczy Pani już od kilku lat jako jeden z organizatorów, tj. w Twerze i w innych miastach. Na jakie filmy poleca Pani zwrócić uwagę tym razem?

Zawsze polecam iść na polskie kino dokumentalne. Przywykliśmy do tego, że filmy dokumentalne niosą najczęściej charakter obrazotwórczy, ale w Polsce są one bardzo emocjonalne, pokazywane są na dużym ekranie i chodzą na nie ludzie. W tym roku polecam film „O zwierzętach i ludziach”. To film o warszawskim zoo, o tym, jak w trakcie II wojny światowej ukrywano tam prześladowanych Żydów.

W jaki sposób Rosjanie i Polacy mogą prowadzić dialog w sferze sztuki współczesnej?

Myślę, że ważnym jest być wewnątrz tego procesu. Jeśli weźmiemy gotowe prace z Polski i Rosji i je wystawimy, to to nie zadziała. Potrzebne są grupy projektowe, które będą pracować wspólnie. Nawet w czasie pandemii w procesie przygotowywania „Człowieka w przekładzie” było sporo pracy z artystami. Oni wysyłali swoje idee, razem decydowaliśmy, jaki wariant wybrać, wyjaśniali, co się podoba, a co nie. Najważniejsze już się skończyło, bowiem najważniejszym nie jest pokaz rezultatów, ale proces i współpraca, która była i będzie. Uczestnikami projektu są artyści z Rosji i Polski, przede wszystkim młodzi ludzie, 17-20 lat, którzy cieszyli się tym, że mogli wzajemnie dotknąć swojej sztuki.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Anastazji Kamieńskiej.