„BITWA ERUDYTÓW” ZAKOŃCZONA W MOSKWIE

Mass media o Polsce / „BITWA ERUDYTÓW” ZAKOŃCZONA W MOSKWIE
„BITWA ERUDYTÓW” ZAKOŃCZONA W MOSKWIE
04.09.2021
Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia zakończyło serię Gier w ramach rosyjsko-polskiego quizu online „Ros-Pol-Quiz: bitwa erudytów”. Pod koniec sierpnia w Moskwie odbył się finał gry „Co? Gdzie? Kiedy?”. Wreszcie gracze zobaczyli się nie za pośrednictwem ekranów monitorów, ale na żywo.
 
Organizatorom udało się sprowadzić do Moskwy liczną grupę polskich uczestników gry umysłowej. Sam finał odbył się w słynnym Pałacyku Myśliwskim w Ogrodzie Nieskucznym w Moskwie. Wszystkie wydatki polskich i rosyjskich uczestników pokryło Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia.
 
Dyrektor Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia Aleksandra Gołubowa zaproponowała, abym spotkał się z finalistami gry „Co? Gdzie? Kiedy?”. I to była propozycja, której nie mogłem odrzucić.
 
Rozmawialiśmy już po rozgrywkach, niedaleko Pałacyku Myśliwskiego, w słynnej moskiewskiej restauracji „Vremena Goda”.

Początkowo zamierzałem przeprowadzić wywiad z kapitanem polskiej drużyny Krzysztofem Klimaszewskim. Ale jak tylko zaczęliśmy rozmawiać, stopniowo dołączył do nas cały polski zespół z Łodzi.

Krzysztof Klimaszewski: — Nazywam się Krzysztof Klimaszewski, jestem kapitanem drużyny, która przyjechała z Łodzi na konkurs „Co? Gdzie? Kiedy?”. Mieliśmy zaszczyt wziąć udział właśnie w takim konkursie razem z moją koleżanką i resztą drużyny.
 
— Ile osób w drużynie?
 
— Drużyna sześcioosobowa.
 
— Wszyscy z Łodzi?
 
— Tak jest.
 
— Czy byliście w ogóle kiedyś w Rosji, w Moskwie? Ktoś z was?
 
— Dla większości z nas jest to pierwszy przyjazd do Moskwy. Koleżanka była tu turystycznie jakiś czas temu.
 
— Ale chłopaki po raz pierwszy?
 
— Tak. Moskwa jest miejscem niby bliskim nam, a jednak odrobinkę egzotycznym. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni.
Moskwa ma jakiś taki szczególny, rosyjski klimat w sobie, takiego w innej części Europy nie widać. Z jednej strony, odrobinkę przypomina mnie Wiedeń, z drugiej strony ma taką rosyjskość, sama barwa miasta, forma miasta. Nie spodziewałem się tego.

— Zwiedzaliście metro?
 
— Zaczęliśmy od zwiedzania metra! Zwróciliśmy uwagę na te najbardziej spektakularne: pojechaliśmy na Kijowską, na Teatralną, na Plac Rewolucji, na Arbacką…
 
— A wiecie, że w Moskwie są trzy Kijowskie? I dwie Arbackie?
 
— Teraz już wiemy. Jeździliśmy okrężną, i tę stację widzieliśmy. Pojechaliśmy na Moskwa City. Ta stacja też nam się bardzo podobała. Zupełnie inny obraz miasta od tego starszego, zabytkowego, monumentalnego. Tamto inne, też monumentalne, ale zupełnie inne wrażenia zostawiające. Krótko mówiąc, wywieziemy bardzo dobre wspomnienia i – przynajmniej ja – na pewno będziemy chcieli tu jeszcze wrócić.
 
— A coś jeszcze zwiedziliście? Na przykład, Kreml? Coś jeszcze?
 
— Widzieliśmy Kreml, zwiedziliśmy cerkwie Kremla, byliśmy w Galerii Tretiakowskiej, oglądaliśmy miasto ze wzgórza przy Uniwersytecie Łomonosowa, wszystko robi wrażenie.
 
— To, może, wrócimy do tematu? Jaka była ta gra „Co? Gdzie? Kiedy?”?
 
— Gra wymagała bardzo dużej wiedzy ogólnej, bystrości umysłu. Myślę, że częściowo sprostaliśmy. Wracamy zadowoleni. Zwyciężyła, niestety, inna drużyna, ale my też zajęliśmy niezłą lokatę, tak, że nie mamy się czego wstydzić.

Izabella Kapłon: W takich rzeczach, jak ta gra, nie wstyd przegrać. To honorowa porażka. Oni byli po prostu lepsi.
 
— Zrozumiałem tak, że były drużyny mieszane?
 
Brunon Bojków: Były trzy drużyny rosyjskie, jedna drużyna polska. Drużyny w większości, poza naszą, składające się z ludzi albo studiujących w Polsce, albo z Polaków, mieszkających w Rosji.
 
— Jakie były pytania? Co zaskoczyło? Jakieś naprawdę pytanie – bomba?
 
Izabella Kapłon: Było pytanie: do czego służyły w Chinach deski, nabijane gwoździami? Okazało się, że odpowiedzieliśmy nieprawidłowo, a prawidłowe było, że do ćwiczenia dla dentystów chińskich, do uczenia się do wyrywania zębów. I to nas zaskoczyło, takie ćwiczenia (śmieje się).
My obstawaliśmy, że przędza jedwabnika tak była rozsuwana. Nie była to poprawna odpowiedź, ale nasza też była ciekawa.
 
W jakim miejscu odbywała się gra? Proszę opowiedzieć naszym czytelnikom.
 
Małgorzata Pawłowska: Dowiedziałem się, że wielu Rosjan bardzo chętnie by spędziło wieczór w tym miejscu. Jest to, podobno, miejsce absolutnie niedostępne dla zwykłego śmiertelnika, tym większy zaszczyt i nobilitacja dla nas, że mogliśmy w tym wziąć udział. To specjalne studio gry „Co? Gdzie? Kiedy?”, zabytkowy budynek w Nieskusznom sadu, który kiedyś służył dla odpoczynku myśliwym. Później różne były losy. W czasach Związku Radzieckiego to była kawiarnia, pijalnia piwa, i od trzydziestu lat ma nowe życie.
To intelektualne miejsce, gdzie spotykają się tęgie umysły, sprawiające radość, jak się okazuje, całej Rosji. Czego my nie wiedzieliśmy, bo w naszym kraju nie ma tego rodzaju gry. Tym bardziej czujemy się zaszczyceni, że mogliśmy uczestniczyć w takim niezwykłym show dla całej Rosji.

— Rozumiem, że Pani nie pierwszy raz jest w Rosji? Jak zmieniła się Rosja w ciągu dziesięciu –piętnastu lat?
 
— Ja mam szczęście, należę do, niestety, niezbyt szerokiego grona rusycystów, którym się udaje bywać w Rosji. A to z tego względu, że mam szczęście pracować w takiej szkole, która podtrzymuje kontakty z Rosją i miała odwagę podjąć i w ogóle zadać sobie trudu, bo to jest trud, trzeba uczciwie powiedzieć – kontynuowania przez wiele lat wymiany młodzieży z Rosją.
Więc, ja mam szczęście pracować w takiej szkole. Obserwuję te zmiany na przestrzeni lat. Za każdym razem, jak przyjeżdżaliśmy z młodzieżą – ostatni raz byliśmy trzy lata temu – widać, jak Rosja się zmienia, jak pięknieje Moskwa, staje się europejskim i światowym centrum życia wszelakiego. Ale w ogóle Moskwa rozkwita, i to jest niezwykle energetyczne miasto, gdzie się dużo dzieje, dużo dla młodych.
O Petersburgu nie trzeba mówić, bo wiele już zostało powiedziane, trzymajmy tylko kciuki, żeby nadal taki był przez lata, żeby właśnie się nie zmieniał. A Moskwa to takie połączenie starego i nowego, o czym też w wielu podręcznikach zostało powiedziane. I to coraz jaskrawiej widać, i to fajnie. To nadaje pewnego kolorytu miastu.
Wszyscy ciągną do stolicy, są mile, pozytywnie zaskoczeni, są pod wrażeniem tego energetycznego miasta, wyciągające energię z człowieka, bo każdy chce od rana do nocy biegać po…
 
— Bo życie w Moskwie zaczyna się tylko bliżej północy…
 
— Dokładnie! Także widać te zmiany, widać energię miasta, widać taką niepowtarzalność, ogromny rozmach – wielkie światowe miasto.
 
— Jakie są wrażenia z lotniska Szeremietiewo?
 
Szymon Buchowicz: Powiem tak – lotnisko Szeremietiewo, jest to chyba największe lotnisko, na którym byłem. Jest piękne, jak tylko wysiedliśmy i spojrzeliśmy przed siebie – wielkie korytarze, i… takie puste.Tak naprawdę, żałuję, że nikt poza wąskiego grona zaszczepionych nie może odwiedzać Rosji.
 
— Wszyscy z was są zaszczepieni? Bo wydaje się, że w czasach dzisiejszych to jest zasadnicza sprawa?
 
— Tak.

— Czy był jakiś kłopot z wizami do Rosji?
 
— Było to załatwione bardzo sprawnie, ja osobiście dowiedziałem się, kiedy jest gra, dwa miesiące temu. W tych dwóch miesiącach udało się nam zebrać aż siedem wiz do Rosji. A nawet dziewięć, bo tam była jeszcze dwójka z innego zespołu, z Polski. Myślę, że to świadczy naprawdę dobrze o organizacji, zarówno rosyjskiej ambasady w Polsce, jak i naszej.
 
— Jeżeli będzie możliwość jeszcze raz przyjechać do Rosji, to jak?
 
— Odpowiedź jest trzy razy „tak”. Moim marzeniem życiowym jest przejechać koleją transsyberyjską. I odwiedzić jeszcze kilka miejsc w Rosji, takich bardziej odległych, więc, na pewno będę się starał to zrealizować.
 
— Zapytam o Pana marzenie związane z Rosją?
 
Michał Dyśko: Ja chciałbym do Rosji wyjeżdżać gdziekolwiek. Ten wyjazd jest jednym z tych, o których można tylko marzyć. Jestem zadowolony z tej okazji, dziękuję Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia.
 
Małgorzata Pawłowska: Przepraszam, mogę też powiedzieć a propos Michała. Michał jest szachistą, nie pochwalił się. Ja myślę, że jego marzeniem ma być turniej, na przykład, w Moskwie, z Rosjanami. Myślę, że byliby to godni przeciwnicy dla Michała.
 
— Rozumiem, że to zadanie dla Centrum Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia?
 
— To będzie bardzo dobry pomysł, świetny.
 
— No, i Pana wrażenie z Moskwy, z Rosji, z dzisiejszej gry?
 
Jakub Pajewski: Jeśli szczerze, to pierwszy raz w życiu doświadczyłem tyle pozytywnych emocji w tak krótkim czasie, jeśli chodzi o jakikolwiek wyjazd. Moskwa bardzo mi się podoba jako miasto, zarówno pod względem tego, jak tu wszystko wygląda, i tego, jak się tu żyje, jak to wszystko funkcjonuje. Sama gra też była dla mnie wielkim pozytywnym zaskoczeniem, bo znacząco różniła się od pierwszego etapu, w którym braliśmy udział jeszcze w Polsce. Tutaj było dużo więcej ciekawych pytań, ciekawych rozmyśleń. I w dużo ciekawszy sposób to przebiegało. Można było też pointegrować w końcu z innymi drużynami, czego nie mogliśmy zrobić wcześniej.

— Jakie, Pana zdaniem, było najciekawsze pytanie?
 
— Poza tym, z tymi gwoździami, ciekawe też było inne pytanie, z czarnym pudełkiem. Pytanie dotyczyło tego, że jeden piłkarz porównał dwie bramki do rzeczy, która znajdowała się w tym pudełku. Okazało się, że w pudełku znajdowała się butelka keczupu. To było bardzo zaskakujące porównanie. Nigdy w życiu na to bym nie wpadł.
 
— Bardzo dziękuję wszystkim za rozmowę. I żeby były kolejne spotkania w Moskwie, i nie tylko.

Źródło: Sputnik Polska